Wpisy archiwalne w kategorii

Z Robakiem wśród ludzi

Dystans całkowity:5925.56 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:389:44
Średnia prędkość:14.92 km/h
Liczba aktywności:59
Średnio na aktywność:100.43 km i 6h 43m
Więcej statystyk

Deszczowy Danków

Poniedziałek, 14 września 2015 · Komentarze(7)
Uczestnicy
Godzina 15. Słonecznie. Ja po nocce, wyspana już. Adrian po pracy. Rowerek i kierunek- Danków.
Kilka dni wcześniej jechałam fajną drogą przez las ale od Dankowa więc teraz chciałam ją przetestować w przeciwnym kierunku.
Udało się. Wycieczka udana. Droga leśna bardzo fajna.
Niestety kiedy zjawiliśmy się w Dankowie nad jeziorem rozpadało się.


nasza miejscówka moknie..


schowani pod drzewem


za to Robaczek korzysta z aury i tym samym zaoszczędzi na wodzie w domu...

Szybko z nad jeziora przenieśliśmy się pod wiaty by tam przeczekać deszcz.
Kiedy tylko się uspokoiło wyruszamy w drogę powrotną tym razem już asfaltem przez Lipy, Łośno, Kłodawę...

trasa: https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/601598000
Robak: http://robak88.bikestats.pl/1383659,Gosiakowym-szlakiem.html

święto podgrzybka

Sobota, 12 września 2015 · Komentarze(7)
Uczestnicy
Dziś z Adrianem pojechaliśmy na Święto Podgrzybka do Mierzyna. Przez Puszcze Notecką.


tak wygląda CIERPLIWOŚĆ


jedna z kilku map informująca gdzie się znajdujemy

Mierzyn
Poznajemy zwierzęta....





krótkie zapoznanie z dziedziny pt. "rzeźba"


figurki....


jeżyki....


Adriany.....
Każdy wystawiał to co miał i chciał pokazać.


bohater drugiego planu- Adrian Duo


czy On myśli, że ja Go nie widzę???

obejrzeliśmy też wystawę pejzaży



rowerowo :)




w takim miejscu mogłabym mieć swój azyl... :)


ze słonecznikami w ogródeczku....


takim oto zestawikiem w lodóweczce....


jako leśniczy? a gdzie rower??


konkurs pilarzy na najładniejszego podgrzybka. Ten tutaj zajął II miejsce.

... i wreszcie przyszedł czas na degustację...


to zdjęcie nie potrzebuje komentarza... kogo to porcja przecież wiadomo ;)


oto i On.. Człowiek wiecznie nienajedzony :)
Nie muszę chyba dodawać, że podejść tylko do tego jednego jedynego stoiska z jedzonkiem było kilka...

A tutaj... już wreszcie na zakończenie degustacji- konsumowana zupka to grochówka, dalej na swoją kolej czeka grzybowa i chrzanowa. Moja jest kawa ;)

Trochę zajęło nam czasu by Adrian mógł w miarę swobodnie wsiąść na rower. Brzuszek ciążył.
Tak więc na podgrzybku spędziliśmy około 3ech godzin.

Droga powrotna bardzo przyjemna.

Przez puszcze na Lubiatów


potem już szosą Gościm, Goszczanowo, Santok, Gorzów.
Pogoda rewelacyjna. Dużo słońca, temperatura też dość wysoka.

i jeszcze takie atrakcje po drodze:

samowyzwalacz ustawiony, 10 sekund na wdrapanie się ;)
Myślę, że poza całkiem niezła biorąc pod uwagę, że wiszę na jednym półdupku a traktor leci..... :)


nie chce podejść bliżej niestety...

Zmrok nas dopada w Starym Polichnie także dalsza droga do Gorzowa już w ciemnościach.
Co nie znaczy, że bez atrakcji. Trochę innych jak w ciągu dnia ale jednak....

Wyrwałam naprzód i chwilę potem słyszę.......
"Gooooooośkaaaaa!!!!! Mam kapcia!!!


Szybka, sprawna naprawa i ruszamy dalej
w kierunku domu....

Tylko, że to nie koniec atrakcji ;)
Na zakończenie dnia- odkręcający się pedał. Jednak o tym, na specjalne życzenie Adriana, nie mogę pisać....:) Dodam tylko, że to nie mój pedał ;) Hehe... Fajnie było :)

trasa: http://app.endomondo.com/workouts/600179479/10267544
przyjaźnie: http://robak88.bikestats.pl/1382028,Podgrzybek-i-jego-wlasne-swieto.html

Dożynki Stara Dziedzina

Sobota, 5 września 2015 · Komentarze(2)
Uczestnicy
Niedziela zapowiadała się kiepsko pogodowo, więc postanowiliśmy z Adrianem że na rower idziemy już w sobotę, mimo, że będę po nocce. Całkiem dobrze było. Nie czułam zmęczenia także od razu po pracy, telefon do Adriana, jakaś godzinka na przygotowanie się, i spotkanie pod garażem ;) Oczywiście po mojemu, spóźniłam się, ale to dlatego, że szukałam odpowiednich map. Adrian mówił, że jedziemy na dożynki w Starej Dziedzinie. Co to jest? Gdzie to jest? Nazwa miejscowości Stara Dziedzina nic kompletnie mi nie mówiła. Wiedziałam tylko, że jest to w kierunku Barlinka, Karsko... Chwyciłam mapy i poleciałam. Adrian jak zawsze cierpliwie czekał. Szkoda tylko, że nie zauważył,iż tym razem spóźniłam się tylko 10 minut a nie 15 :p
Pogoda kiepska. Temperatura niska bo tylko 13 stopni. Wieje okropnie mocno. Deszczowe chmury. Pojawiło się zwątpienie czy jechać. Czy jest sens.
Trochę ociągając się ale jedziemy.
Pierwsze kilka km i znów zwątpienie. W Kłodawie pod wiatą głosujemy. Cukierek w dłoni- jedziemy, brak cukierka- wracamy ;) Adrian wybiera.. oczywiście - nie ma cukierka. No ale przecież cukierek nie będzie decydował za nas co mamy robić ;) Skoro już się wybrałam na ten rower, ubrałam odpowiednio ciepło by nie było mi zimno, to byle chmurki czy też deszczyk mnie nie może wystraszyć. Mnie bo Adrian od początku był zdecydowany jechać. On to cyborg. Jego nic nie jest w stanie zniechęcić... nawet moje marudzenie ;) A Adriana uśmiechnięta twarz, śmieszne ruchy i chęć do jazdy potrafią mnie zmobilizować.
Tak więc postanowione- Dożynki w Starej Dziedzinie, gdziekolwiek to jest- jedziemy ;)

Wybraliśmy drogę na Łośno przez las, dalej za sklepem prosto na Mszaniec. Oczywiście o tym, że to wieś Mszaniec była dowiedzieliśmy się jak już tą wioskę mijaliśmy. Bo po co wcześniej spojrzeć na mapę? Jazda w nieznane... to cecha charakterystyczna naszych wycieczek ;;) Nic więc dziwnego, że tak często się gubimy ;p
Nigdy tamtędy nie jechaliśmy więc oczywiście postanowiliśmy spróbować. I super.


Adrian studiuje tablice informacyjną miejsca poświęconego Włodzimierzowi Korsakowi.
(A śmieszne ruchy o których wspomniałam wcześniej to między innymi takie jak tutaj zarejestrowane na zdjęciu).
I jak ja, jadąc z takim Adrianem, mam wystraszyć się pogody ? Albo mieć zły humor? Albo czuć zmęczenie po nocce w pracy?
To jest niemożliwe.

Ale ja normalny przecież jestem :)
Mogę se gadać, żeby normalnie stanął do zdjęcia. Tyle mojego ;) że se pogadam. A On i tak śmieszny taki ;)


A rączki to jak mam trzymać???


Wszędzie wlezie........


Wciąż czegoś szuka..........


Dobrze, że mi do tego śmietnika nie wleciał......

No to wystarczy. Ten zakątek już pooglądaliśmy, zwiedziliśmy, uwieczniliśmy - możemy jechać dalej.
Muszę przyznać, że droga bardzo fajna. Okoliczne pola wyglądały bardzo ładnie. I nawet wiatr nam tak nie przeszkadzał. Słoneczko też zdążyło się pojawić. Okulary optymistyczne na nosie tzn. pomarańczowe szkła również robiły swoje. Zachwycałam się kolorami krajobrazu niesamowicie. Szkoda, że tego co ja widziałam, nie oddają zdjęcia..






mieszkańcy jednej z wiosek którą mijamy ...

Ponieważ jest godzina dość wczesna, a dożynki zaczynają się o14ej, postanowiliśmy zrobić sobie niewielką przerwę.
Przypadkiem trafiamy do fajnego miejsca;) Dobrze, że nie posłuchałam Adriana. On widząc kawałek stawu, byleby zrobić przerwę posadziłby mnie nawet w chaszczach.. Ale moja ciekawość miejsca wzięła górę i tak oto znaleźliśmy się w bardzo przyjemnym miejscu gdzie mogliśmy sobie trochę posiedzieć i cieszyć się słoneczkiem i ładnymi widokami ;) A pomyśleć, że ciekawość prowadzi do piekła. Jeśli tak wygląda piekło, to ładna miejscówka na mnie czeka :p





Dziedzice

i pamiątkowe zdjęcie na ławeczce....


i z kościółkiem w tle.....


Godzina jak widać na wieży, a do celu naszej wyprawy bardzo blisko także mamy czas i zwiedzamy Kościół.
Główne drzwi zamknięte ale nas nic nie zniechęci. Znaleźliśmy inne które były otwarte ;)






Mówiłam, że wszędzie wejdzie, wszystkiego dotknie.... nawet śpiewać pieśni kościelne próbuje ;) Aaaameeeen!


Dożynki w zasięgu ręki..


cudeńka typowo dożynkowe ;)


na wzór Adriana...


Ta Pani zrobiła mi badanie poziomu cukru. Wynik idealny.:) Adrian nie chciał, że niby nie musi. Ehe- Cwaniaczek igły boi się ;p


Takich chętnych jak ja było więcej... ;) Darmo, na miejscu, wynik od ręki- to czemu nie skorzystać?

Badanie poziomu cukru mojego oczywiście,tak wzmogło Adrianowi apetyt, że zaraz poleciał szukać darmowej degustacji.
I proszę - ciasta w rękę ile wlezie, osobny stoliczek, i wieczerza jak się patrzy. Ledwo go dojrzałam tak szybko uciekł z tym ciastem ;)


Adrian niewiniątko ;p Ale on nie musi robić pomiaru.. bo to tylko Gosia wciąga słodkie..;)

W tle na scenie występowały zespoły jak to zwykle bywa na takich imprezach. Budki z piwem i jedzonkiem kusiły bigosowymi i grillowymi zapachami a nadleśnictwa rozdawały gadżety reklamujące takie jak długopisy, foldery, lizaki no i wiatraki. Co mnie podkusiło żeby wziąć dla mnie i dla Adriana. Ja wiatraki na rowerze uwielbiam tak jak balony.
Wiatr silny, a te majtają. Ciężko mi się jedzie, wieje prosto w twarz a wiatraki jak wariaty...na wszystkie strony.
W końcu wywaliłam i jeden i drugi.. I SIĘ ZACZĘŁO..... LAMENT!!! Bo wiatraczek Adriankowi wyrzuciłam. Po nocach mi się będą śnić wyrzuty sumienia. Niedobra kobieta ja! Za tydzień następne dożynki czy podobna impreza to wezmę Mu pięć. Niech sobie cały rower w nie ustroi :)


Nasi dożynkowi znajomi



powóz czeka...


pożegnania czas- do zobaczenia za rok ;)


oj nieładnie nieładnie- jedno głupsze od drugiego


lizak w buzi? nieeee... przecież to tylko Gosia wciąga cukierki... :p :p :p

Stara Dziedzina żegna...

Przyjazny link: http://robak88.bikestats.pl/1379295,Barlineckie-dozynki-i-atrakcje-po-drodze.html
trasa: http://app.endomondo.com/workouts/596302387/10267544

Oblężenie Chwarszczan

Sobota, 29 sierpnia 2015 · Komentarze(1)
Uczestnicy
Wycieczka zaplanowana od dawna. Najpierw Dni Twierdzy Kostrzyn, a potem Oblężenie Chwarszczan 1433. Początkowo mieliśmy podróżować między Kostrzynem nad Odrą, a Chwarszczanami. Skończyło się jednak jak zawsze. Na Dniach Twierdzy Kostrzyn zameldowaliśmy się za wcześnie i  w prawdzie nic nie zobaczyliśmy, a na oblężeniu nieco spóźnieni, ale na najważniejszym punkcie dnia - czyli inscenizacji - zostaliśmy.

Oboje nie lubimy ścieżki rowerowej do Kostrzyna, więc wybraliśmy wariant jazdy wałem. O wiele spokojniej. Tylko my i przyroda.




Historia miejscowości, która istniała jeszcze w XX wieku.


Na rower też trzeba umieć wsiadać.

Kostrzyn nad Odrą i Stare Miasto. Skoro impreza dopiero się rozkręcała, to mieliśmy czas, aby z bliska przyjrzeć się twierdzy.








Taras widokowy.


I widoki z niego.

To tyle było Starego Miasta i Dni Twierdzy Kostrzyn. Lubimy okrętki, więc nieco naokoło wybraliśmy się do Chwarszczan. W nieznane tereny, nie wiedząc w jakim momencie skręcić. Jednak o czego są drogowskazy, nawet te strasznie stare?


W pobliżu Kaleńska.

Oblężenie Chwarszczan 1433, czyli średniowieczna wioska, inscenizacja bitwy no i oczywiście miód pitny. Najpierw jednak próba generalna przed wielką bitwą.

























Wioska rycerska, czyli każdy pokazuje to, co potrafi, co ma najlepszego.












Odpłynął? Zamarzyły się czasy średniowiecza?





Finał, czyli wielka inscenizacja.





































Robak88: http://robak88.bikestats.pl/1375697,Lizniety-Kostrzyn-Bitwa-o-Chwarszczany.html
Endomondo: https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/591999180

Uciekając przed wiatrem do Dankowa

Wtorek, 18 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Całkowity spontan. Dokuczliwy wiatr, więc postanowiliśmy uciec w las i tak jadąc przed siebie zameldowaliśmy się w Dankowie. Odwiedziliśmy dwa jeziora, w tym jedno chcieliśmy nawet objechać. Okazało się to jednak niemożliwe.


Ahooooj!!

W drodze powrotnej naszą wagę przykuwa stado kóz. Tak więc mamy trochę zabawy na jakiś czas.













Robak88: http://robak88.bikestats.pl/1370381,Spontanicznie-lasami.html
Endomondo: https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/584407370

Co tam słychać u KRÓWKI?

Poniedziałek, 17 sierpnia 2015 · Komentarze(4)
Uczestnicy
Adrian zapomniał zabrać ze sobą breloczka w kształcie krówki, kiedy to zakładaliśmy przy ruinach młyna kesza. Nadarzyła się więc okazja, aby się tam wybrać.


Nie pytajcie, w co wjechał Adrian ;p


Kilogram chusteczek zmarnowany, oponki wyczyszczone, zadowolona mina.


Spotkane po drodze małe kurczaczki.

W Krzeszycach odwiedziliśmy park, bo niedawno powstał tam pomnik ku pamięci Danuty "Inki" Siedzikówny. Jej imieniem zostało nazwane to miejsce.





Potem już miejsce docelowe, czyli ruiny Młyna Górnego i nasza Krówka.


Wesoła, "mućkowa" atmosfera.


Dopełnienie piękna tego krajobrazu.






Jest i samotny łabędź. Za każdym razem go spotykamy.


"Straszne" drzewo.

Adrian wpadł na pomysł przekraczania Myśli. Po co to zrobił? Nie wie biedak do dzisiaj.















W drodze powrotnej znowu spotykamy rodzinę łabędzi. Niemal w tym samym miejscu, co dwa dni wcześniej.



Robak88: http://robak88.bikestats.pl/1369747,Z-krowka-do-Krowki.html
Endomondo: https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/583707087

Te drugie Rokitno

Niedziela, 16 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Taka wycieczka bez planu. Spoglądając na mapę zauważamy Rokitno. Jednak nie te pielgrzymkowe, ale w województwie zachodniopomorskim. Jest tam dość spore jezioro. Nic więcej nam nie trzeba. Jedziemy w nieznane.


Uuuuu, Gosia, drzewo się przewróciło.


Jedyny facet w tym towarzystwie. Wiadomo więc, kto będzie przenosił rowery ;) Gentelmen!


Chwila na złapanie oddechu.

Odnalezienie jeziora w Rokitnie jest dużym wyzwaniem. Jazda po lesie w niezbyt sprzyjających warunkach rowerowych. Docieramy jednak na fajne miejsce, gdzie w spokoju można nieco odsapnąć, się pomoczyć.


Jezioro Rokitno.


Plażowicze po drugiej stronie jeziora.


No i nasz plażowicz. Pojawiła się para z małym dzieckiem, które miało nie lada uciechę.

Tak nam spodobał się ten nieznany teren, że pojechaliśmy dalej. Polami, chaszczami docieramy w końcu do cywilizacji. Tam kieruje nas do Barlinka i potem już prosto do domu.

Robak88: http://robak88.bikestats.pl/1369200,Jezioro-Rokitno.html
Endomondo: https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/583088121

Prawie na Święcie Sandacza

Sobota, 15 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Plan był taki, aby wybrać się na Święto Sandacza do Lubniewic. Czekała tam przecież na nas darmowa porcja ryby. Wyjechaliśmy dość wcześnie, więc czasu mieliśmy bardzo dużo. Nie było więc szans, aby sobie nie wydłużyć trasy. Tak konkretnie wydłużyć.

Szlakami, wioskami docieramy do Krzeszyc, gdzie całkiem przypadkiem odkrywamy spokojne, urokliwe miejsce za stacją paliw. Potem dalej wioskami docieramy do Sulęcin i rodzi się pytanie, jak jechać dalej?


Łabędzia rodzina.


W zwartym szyku.


Do powyższego zdjęcia pasuje ta oto osoba. Szyk to ona ma... zwarty.


Fontanna na stawie.


Bezpieczeństwo przede wszystkim.

Dosyć gorąco i przydałoby się jakieś jezioro dla ochłody. Spojrzenie na mapę i w pobliżu jest Wędrzyn, a tam jezioro. Żadne z nas tam nigdy nie moczyło nóg, a prowadzi tam nawet szlak rowerowy. Jedziemy!


Autostradą przez las.


Takich szlaków rowerowych chciałoby się więcej.

Do Lubniewic trzeba w końcu dotrzeć, a najlepiej szlakami przez las. Te jednak wyprowadzają nas w pobliże Glisna, gdzie czeka nas sporo górek. Lubniewice na horyzoncie i tylko przez nie przemknęliśmy. Cały ten gwar, ilość ludzi zniechęciła nas na darmową rybę. Jak najszybciej chcieliśmy się stamtąd wydostać.

Na rogatkach miasta łapie nas ulewa. Wymuszona przerwa na przystanku autobusowym i ja korzystam z ułatwienia w postaci autobusu, a Adrian po uspokojeniu się pogody spokojnie dotarł do domu.

Robak88: http://robak88.bikestats.pl/1368608,Czy-na-pewno-lubimy-Sandacza.html
Endomondo: https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/582385264

Rekordzistka - Aktywnie dla Maksymiliana

Sobota, 25 lipca 2015 · Komentarze(1)
Uczestnicy
Pomagać lubi chyba każdy, a gdy to jeszcze można łączyć z własną pasją to lepiej być nie może. Maraton w Krzyżu, gdzie zbierane były fundusze dla małego Maksa. Nas tam zabraknąć nie mogło, zważywszy na to, że szykował się rekordowy dystans.

Spotkanie z Adrianem przed 4 w nocy. Już dosłownie kawałek dalej zaczęło solidnie padać, ale na szczęście krótko. Potem jeszcze w drodze do Drezdenka mieliśmy dwie burze. Jedną przeczekaliśmy na przystanku, a drugą u pewnego pana w mieszkanku, a  rowery zaś w szopie. Trzeba umieć się odpowiednio zakręcić.

Mimo tych przerw na miejsce spotkania z pozostałymi uczestnikami dojeżdżamy na czas. W skarbonce lądują pieniądze, a my otrzymujemy pamiątkowe koszulki.





Nie ma co tracić czasu, bo przez najbliższe kilkanaście godzin będziemy w ruchu. Przez dobę planowane jest przejechanie 325 km, a my z Adrianem już w nogach mamy sporo kilometrów. Planowaliśmy odłączyć się po 200 km i spokojnie rowerami wrócić do domu. Jednak jazdy rodzi się pomysł, czy aby nie spróbować dojechać do końca.

Niektórzy się odłączają po jakimś dystansie, nowi dołączają. Każdy jedzie tyle, ile może. Im więcej osób, tym akcja ma większy sens.









Podczas maratonu musieliśmy przeczekiwać kolejne burze. Na całe szczęście w pobliżu były schronienia w postaci sklepów, czy też przystanków autobusowych (ich stan pozostawiał jednak wiele do życzenia). Nie zabrakło też jazdy w deszczu, czy silnego wiatru. Ten w nocy to już za bardzo sobie z nami pogrywał. Przez te wszystkie zawiłości musiały zostać wprowadzone pewne modyfikacje co do trasy.




Narada


Dobre odżywianie to podstawa.

W Pile dołącza do nas na parędziesiąt kilometrów pokaźna grupa rowerzystów. W ramach soboty na dwóch kółkach postanowili dołączyć się do akcji.


Leszek łapie kapcia.


Wymiana dętki, a tyle zapewnia atrakcji.




Opieka nad banerem. Ktoś otrzymał poważne zadanie.


Pamiątkowa fotka w Pile.

Ostatecznie zostało nas 11 osób, potem jeszcze dołączyło kilka i ta grupa miała w planach dojechać do końca. Dalej w zasadzie nic ciekawego się nie działo. Walka z sennością (dwie nocki w pracy zrobiły w swoje), nudne trasy, bo tylko asfalt i dookoła drzewa. Było trochę przystanków, dużo kawy, nawet ognisko z drzemką.

Maraton zaczęliśmy w sobotę po godzinie 8 w Drezdenku i dzień później mniej więcej o tej samej porze go zakończyliśmy. Plany były nieco inne. Mieliśmy na kołach wracać do Gorzowa, ale zachodni, bardzo mocny wiatr na to nie pozwolił. Pozostał tylko pociąg. Mimo to przekroczone zostało 300 km. Rekord, który w przyszłości pewnie zostanie poprawiony.

https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/568446350

przyjazny link: http://robak88.bikestats.pl/1358097,Bijac-wszelkie-rekordy-w-szczytnym-celu.html

nad jeziorem Długie /Sosny

Wtorek, 21 lipca 2015 · Komentarze(2)
Uczestnicy
80 km. to nawet nie tak źle biorąc pod uwagę, że nie mieliśmy konkretnego celu wycieczki. Zamierzaliśmy co prawda wyjechać z samego rana by zrobić jakąś dłuższą trasę ale nie wyszło. Po pierwsze dlatego, że mi się przysnęło i budzik nie zadział o godzinie której chciałam wstać a po drugie trochę padało więc wskazane było wyjechać później.
Spotkanie o godzinie 10, drobne udoskonalenie mojego roweru przez Adriana, potem jakieś sklepy, i żadnego konkretnego pomysłu na cel wycieczki ale za to mnóstwo mniej konkretnych :)
Decyzja zapadła- jez. Długie w Sosnach. Pierwszy raz tam byłam. Miejsce bardzo fajne, cicho, tłumów brak.
Miejsce, pogoda aż prosiła by skorzystać i wskoczyć do wody :)
Wcześniej jednak postanowiłam złapać w obiektyw towarzyszącą nam żabkę...









Powrót do Gorzowa już bez kombinacji ścieżką rowerową wzdłuż drogi przez Jenin, Łupowo.
Adrian tak miły, że odprowadził mnie do Gorzowa a potem wrócił do siebie stąd też Jego km sporo więcej niż moich. :(

http://app.endomondo.com/workouts/565667751/10267544

http://robak88.bikestats.pl/1356051,Nad-Jeziorem-Dlugie.html