Pielgrzymka - etap III - Ścinawa

Wtorek, 7 lipca 2015 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Trzeci etap pielgrzymki z najważniejszym punktem dnia w postaci Sanktuarium Matki Bożej Jutrzenki Nadziei w Grodowcu. Tam mieliśmy kilkugodzinną przerwę na nabożeństwo i odpoczynek. Żeby jednak tam dotrzeć to trzeba było zaliczyć solidny podjazd.

Zdjęcia z wnętrza kościoła:











No i kilka zdjęć ze świeżego powietrza:


Zawsze wlezie w kard.


Piknikowa atmosfera.



Nocleg przewidziany został w Ścinawie, ale trzeba było pokonać kilkadziesiąt kilometrów w słońcu. Dla niektórych było to duże wyzwanie.


Wodopodawca.


Hejka


Wspólna modlitwa.

Zanim zamknęli drzwi szkoły to mieliśmy nieco czasu na częściowe zapoznanie się z miastem. Nie było opcji, aby z takiego prezentu nie skorzystać.




Gosia, ja chcę ten czołg! Ja chcę!


Dedukcja, gdzie by tu pójść?


Trochę ochłody.

Telefon się zagrzał, więc trasa podzielona, a średnia zaniżona:
http://app.endomondo.com/workouts/556700708/10267544
http://app.endomondo.com/workouts/556699247/10267544

Robak88: http://robak88.bikestats.pl/1352267,Pielgrzym-kto-pierwszy-na-szczycie.html

Pielgrzymka - etap II - Sława

Poniedziałek, 6 lipca 2015 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Drugi dzień rowerowej pielgrzymki na Jasną Górą. Jazda, jazda, jazda z większymi, czy też mniejszymi przystankami.


Złota rączka.


Plakietka z imieniem obowiązkowa.


Adrian zadowolony z siebie.

Kilka zdjęć z trasy:






Sama radość.


Czas na kanapeczki. Ciekawe, kto je robił?













Kilkugodzinny postój odbył się w Sanktuarium Matki Bożej Ucieczki Grzeszników w Wieleniu Zaobrzańskim. Był czas na spokojne zwiedzanie.










Już kombinuje, jak zorganizować wolny czas.






Karolinka od muzyki...


... w akcji.

Po dotarciu do Sławy mieliśmy dość sporo wolnego czasu, więc warto było zwiedzić miasto, a zwłaszcza miejscowe jezioro. Tak bardzo nagłośnione.


Fontanna pod osłoną nocy.


Jezioro Sławskie.


Nasi wieczorni towarzysze.


Adrian odnajduje źródełko...


... tzw. "źródełko miłości". Oj... :p

http://app.endomondo.com/workouts/555864981/10267544

Robak88: http://robak88.bikestats.pl/1352092,Pielgrzym-wszystkie-drogi-prowadza-nad-jezioro.html

Pielgrzymka - etap I - Sulechów

Niedziela, 5 lipca 2015 · Komentarze(5)
Uczestnicy
O godzinie około 2ej wyruszyłam spod garażu. Z Adrianem umówieni byliśmy na 2ą ale oczywiście się nie wyrobiłam. Częściowo przez burzę i pioruny które trzaskały kiedy ja się kończyłam pakować. Latałam od balkonu do okna modląc się w duchu, żeby przestało. Tak więc jakby nie było moje pielgrzymowanie zaczęło się już w domu, zanim na dobre się rozpoczęło. Strasznie boję się trzaskającego nad głowami nieba o czym przekonał się Adrian który dla mnie zdecydował, żebyśmy przeczekali na dworcu PKP.
Jak najszybciej trafiliśmy na dworzec i tam już było bezpiecznie. Tylko czas uciekał co mnie bardzo martwiło, bo jeżdżę znacznie wolniej niż Adrian i bałam się, że nie zdążymy do Rzepina pod kościół na godzinę 8ą.
Zdążyliśmy, :) Po drodze jakieś 6 km przed Rzepinem minął nas mój mąż z naszymi bagażami tj. Adriana torbą wielkości kosmetyczki i moim plecakiem wielkości nesesera. Ciężkie cholerstwo jak diabli ale na całe szczęście bagaże woził za nami pielgrzymami specjalny bus Pana Jasia ;)
Na początek lista obecności, otrzymaliśmy krótką broszurkę tzw. program pielgrzymki i plakietkę z imieniem coby każdy mógł do siebie po imieniu mówić.




Na początek msza. Po całej nocy nieprzespanej w kościółku ciężko było utrzymać głowę w pionie. Przyznaję bez bicia- przysnęło mi się. Starałam się być przytomna i co jakiś czas kuksańcem z łokcia Adriana też do tej przytomności zmuszałam ale w pewnym momencie nie wytrzymałam i .. usnęłam. Obudziło mnie moje chrapnięcie i Adriana szeroko otwarte oczy z wyrzutem- Ty chrumkasz!! Ojej.... nikt na to nie zwrócił uwagi ale Adrian musiał. Swojego chrapania nie słyszy to moje słuchać musi. Potem już cała pielgrzymka wiedziała, że ja w kościele chrumkam :p Opowiadał o tym wszystkim kto tylko słuchać chciał :)

Dobrze. Po mszy podział na grupy, oczywiście trzeba było zadziałać byśmy z Adrianem byli w tej samej grupie, pożegnanie z rodzinami i jazda. Grupa trzecia to nasza. Najfajniejsza oczywiście ;) Osób pielgrzymujących 72.
Już na pierwszym postoju Adrian otrzymał funkcję zamykającego grupę co wcale mnie nawet nie zdziwiło.
boooo......" .... ja wiedziałam, że tak bęęęęędzieeeeee..." :)


Adrian i jego plakietka imienna z wizerunkiem Jana Pawła II

pierwszy postój z poczęstunkiem i mnóstwo ciasta. Dla mnie wymarzona kawa których wypiłam ze trzy ;)


po posiłku, odpoczynku, wspólna modlitwa w kręgu

i w drogę
Jakieś 15 km dalej...


krótki odpoczynek w cieniu, na siedząco,


na leżąco


na pogaduchach


odpoczywając


oho...... randkując??? :)


Pan Jasiu, nasze bagaże i woda w dowolnej ilości

Następny postój na plebanii przy kościele...

Diakon Wojtek z księdzem tamtejszej parafii, Kierownik pielgrzymki z tyłu, Ola dbająca o nasze żołądki by były zawsze pełne i Jasiu opiekun naszych bagaży


Tak się bawią, tak się bawią... DU CHO WNI ;)


pierwsza awaria ale i pomoc na miejscu


zwiedzanie Kościółka


Karolinka przygotowująca nas śpiewająco do mszy


z Kulturysty na Księdza i msza


po mszy poczęstunek od którego brzuchy pękały


i w drogę- gotowi do startu

Do Sulechowa zajechaliśmy około godziny 19ej.
Nocleg zbiorowy na sali gimnastycznej. Zajmowanie miejsc i szybki prysznic, kto pierwszy ten lepszy.
Około godziny 21ej wyjście do kościoła na apel. krótki spacer po Sulechowie, powrót na karimaty, do śpiworów i spać...
bo jutro też jest dzień pełen przeżyć, wrażeń....

Długo usnąć nie mogłam. Adrian coś tam próbował notować w swoim notesiku. Inni pomału zaczynali chrapać, jeszcze inni urządzali sobie wieczorne pogaduchy tzw. szeptem ...Takie o to zalety wspólnego spania ;)

A spać trzeba. Pobudka ogólna 6.00 (ja 5.00 bo włosy muszę umyć, ułożyć, makijaż zrobić, dobrać strój na rower, biżuterię wybrać, fryzurę i takie tam ),pakowanie bagaży do busa, potem godzinki, msza, śniadanie i wyjazd.......

jutrzejszy nocleg to SŁAWA

http://app.endomondo.com/workouts/555035480/10267544
http://app.endomondo.com/workouts/555496531/10267544
ENDOMONDO mi się urwało bo upał niesamowity i komórka się wyłączyła

przyjazny i konkretny wpis : http://robak88.bikestats.pl/1351710,Pielgrzym-wstep.html

Jezioro Glinik

Piątek, 3 lipca 2015 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Naszym celem miało być Jezioro Lubikowskie. Plany jednak storpedował wiatr, który bardzo przeszkadzał w jeździe. Stąd też zdecydowaliśmy się nieco skrócić dystans i wylądowaliśmy w Gliniku. Tam przecież też jest jezioro.

Zanim jednak tam dotarliśmy, wcześniej odwiedziliśmy gorzowski bulwar. Postawiono tam rzeźbę plażowicza Janusza, która wygląda bardzo realistycznie.


Janusz plażowicz.


Adrian, taki jakby mniej plażowicz.

A tutaj już wspomniany Glinik i jezioro:






Co on tam dłubie?

https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/554155542

przyjazny link: http://robak88.bikestats.pl/1346444,Plazing-byc-jak-Janusz.html

Miało być muzeum jest pałac

Niedziela, 28 czerwca 2015 · Komentarze(6)
Uczestnicy
Kilka dni temu padła propozycja Adriana by pojechać do Międzychodu odwiedzić muzeum. Super. Jedziemy? Jedziemy.
Wolny dzień w pracy, nazajutrz dopiero na nockę- postanowione więc- jeździmy od rana rana do wieczór wieczór.
Rano rano to gdzieś około 8ą. I tak mieliśmy się spotkać. Już miałam wychodzić z domu, kiedy Adriano zadzwonił, że co prawda jest już prawie w Gorzowie i właściwie to za kilka chwil byłby na umówionym miejscu ale....
No właśnie- to "ale" - powinnam pominąć je milczeniem jednak nie potrafię. Muszę to napisać bo to była naprawdę fajna rozmowa:

Dzwoni Adrian..
G: taaaaaak? (spodziewałam się usłyszeć- złapałem kapcia, będę później albo odpadł mi pedał muszę dokręcać co 5 minut)
A: gdzie jesteś?
G: w domu, właśnie wychodzę
A: no to się wstrzymaj. Dojechałem do obwodnicy Gorzowa, ale coś mi zimno w głowę było, pomacałem się po głowie i poczułem, że nie mam kasku. Wracam do domu, będę 20-25 minut później..........................................
Dalej nie wiem co było bo chyba albo mnie zatkało albo zaczęłam się śmiać... Usiadłam, w kurtce, opatulona w arafatkę, cyknęłam czajnik, nasypałam kawe do szklanki, zalałam wodą po odcyknięciu czajnika, dolałam śmietanki, i piłam...i piłam i piłam...  i się dziwiłam... jak można dopiero po 6 km. skapnąć się o braku kasku?? no jak można??
Solidarnie też pojechałam na miejsce zbiórki bez kasku. A co?
A tak naprawdę potrzebowałam kupić gumki (nie te nie te..., takie do włosów frotki) żeby zrobić fryzurę odpowiednią pod kask i wtedy dopiero wyżej wymieniony z sakwy wylądował na mojej głowie ;)

To tyle w ramach wstępu.
Spotkanie przy wiadukcie, zaliczony sklep w Santoku, frotki zakupione, fryzura zrobiona, - Stare Polichno i dalej prosto w puszczę Notecką. Mimo dość pochmurnej pogody, braku słońca, jechało się fajnie ;) Jak zwykle zresztą, pod warunkiem, że wiatr mamy w plecy a nie w twarz :)


pierwszy postój, wiata i mapa typu "tu jesteś"


zmęczony? pewnie - droga w te i z powrotem wykańcza. Ale najważniejsze, że w główkę ciepło :)


Ostatnio już pisałam, że co jakiś czas Adrian mi wystawia tyłek. To na dowód tego, że piszę prawdę ;)


kierunek Krobielewko - piękna szosa pośrodku puszczy bardzo mile nas zaskoczyła


Kiedy Adrian fotografował przystanek autobusowy w Krobielewku, ja skupiłam się na kotku


Adrian pozazdrościł mi nowego znajomego

W Międzychodzie odbywały się Dni Międzychodu. Zajechaliśmy na chwilkę na festyn ale albo nieciekawe to było albo dopiero zaczęło się rozkręcać? Tak czy inaczej nie zatrzymaliśmy się tam na dłużej. Pojechaliśmy pokręcić się po Międzychodzie, odszukać osiołka o którym krążą legendy. Kto ma ochotę poznać- na zdjęciu poniżej do poczytania :)


legenda osiołków


trzy osiołki :p

Niedaleko był ryneczek z fontanną i elektroniczny punkt informacji turystycznej. Postanowiliśmy obadać, czy a nuż czegoś nowego nie wniesie to do naszego planu zwiedzania Międzychodu.

i to ja jestem ciekawska???


fontanna


jedna z międzychodzkich kamienic

Odnaleźliśmy Osiołka, pokręciliśmy się po ryneczku, postanowiliśmy poszukać pompy z której non stop leci woda bogata w minerały tzw. zdrowotna. Leci i leci... może by jakiś kurek? zakręcić ją i odkręcać kiedy ktoś potrzebuje? Straszne marnotrastwo.

Adrian nawet zamoczył dzióbek :)
Podobno pachnie szambem i nie smakuje. Miałam ochotę spróbować ale mina Adriana mnie skutecznie i zdecydowanie zniechęciła.


kilka słów o historii i potędze zdrowotnej tej wody

Pokręciliśmy się jeszcze po Międzychodzie, zajechaliśmy ponownie na plac na którym odbywały się na Dni Międzychodu. Trochę tam "poszaleliśmy" ( więcej na http://robak88.bikestats.pl/1343953,Miedzychod-i-Palac-Wiejce.html ) i w drogę powrotną do Gorzowa.

Przez Wiejce. A tam Pałacyk. I przypadkowo spotkany Pan który powiedział nam, że Pałac zaprasza i jest otwarty dla zwiedzających. Nam wiele nie trzeba. Spojrzenie na siebie. W tył zwrot i jesteśmy za bramą.
No i tutaj nam zeszło ze dwie godziny jak nie więcej. ;)
Kilka zdjęć mam ale nie tak dużo jak to Robak wspomina w swoim wpisie. Nie robiłam zdjęć bo będąc tam wolałam cofnąć się w czasie i poczuć się jak Dama Dworu a nie jakaś tam zwykła turystka. Wyobrażałam sobie siebie w pięknej sukni, z falbaniastą koronkową parasolką osłaniającą przed pełnym słońcem, jak wachlując się wachlarzem prowadzę inteligentne konwersację z moim rozmówcą (czyt. Adrianem). Tak spacerujemy sobie wśród gości, spośród których niektórzy grają w mini golfa, inni biorą udział w turnieju rycerskim nieopodal, a jeszcze inni jeżdżą konno. Dobrze, że marzenia nie kosztują ;)

No to teraz kilka zdjęć
.












rycerz? tylko zbroi i białego rumaka brakuje




mój towarzysz i rozmówca






mini golf


w nos! trafiony? zaliczony!




stajnia

I koniec .... czas wrócić do rzeczywistości czyli kontynuacja drogi powrotnej do domu.

https://www.endomondo.com/workouts/550676977/10267544

A Muzeum? Muzeum odwiedzimy innym razem...

szlakiem barlineckich keszy

Piątek, 19 czerwca 2015 · Komentarze(4)
Uczestnicy
Adrian wszystko ładnie opisał.
Ja mogę od siebie tylko tyle dodać, że pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Brzydko, ponuro, wietrznie.. ale skoro Adrian mówi, że nie jest źle to chyba wie co mówi. Na początku jednak zwątpiłam czy oby na pewno wie i miałam ochotę klnąć ale ponieważ jestem dobrze wychowaną kobietą powstrzymywałam się. A potem... mimo wiatru, mimo deszczu który przeczekiwaliśmy gdzieś tam pod drzewkiem czy wiatą, cieszyłam się, że dałam się namówić na rower. ;) Faktycznie nie było źle, zwłaszcza, że wybraliśmy lżejszy wariant trasy bo przez Łośno, Danków i do Barlinka.

Cel: odnaleźć kesze w Barlinku
Adrian w przeddzień zrobił taki ładny spis i mapkę nanosząc miejsca ukrytych keszy. Była to mapka taka Adrianowa, zrozumiała tylko dla niego. Jak ja na nią patrzyłam widziałam same maziaje. Ale mimo to znalazłam jednego kesza czy mikrocośtam. I nie jest to jak to nazwał Adrian "szczęście nowicjusza" tylko moja inteligentna główka popracowała.
Najpierw jednak, naszym pierwszym celem był mostek na Srebrnej. Może i Adrian wie, z której strony był kesz ale nie zaszkodzi pochodzić sobie dookoła i poszukać dokładniej. Byłam przekonana, że nie z tej strony szuka. Mimo dokładnych oględzin miejsca nie było kesza :(


tak wygląda zawiedziony przez brak kesza Adrian
a ja znalazłam sobie inny obiekt zainteresowań ;)


rodzinka


dziecko

Następnym punktem naszej wycieczki jest spalona restauracja.

http://robak88.bikestats.pl/1339419,Keszowanie-w-Barlinku.html

Niestety kesza albo nie znaleźliśmy albo ktoś rozwalił pozostawiając tylko woreczki nieopodal. Szkoda.

Dwa miejsca i dwa niepowodzenia. Ale my się tak szybko nie zrażamy i jedziemy nad fontannę. Tam niestety ławeczka pod którą ukryty jest prawdopodobnie to małe coś jest zajęta przez dwie koleżanki które były tak zajęte rozmową, że nawet nie zauważyły jak krążę wokół nich jak bocian szukający żaby. Chciałam też tak bardziej- podejść, przeprosić i zajrzeć pod ławkę ale Adrian mnie powstrzymał i obietnicą powrotu wymusił, bym wsiadła na rower i pojechaliśmy do kościoła. Tzn. pod kościół. Ale tym razem już nie zbierałam datki "na rower dla Adriana" tylko szukać kesza. Początkowo siedziałam i pilnowałam rowerów. Ale widząc jak Adriano mota się między tymi krzaczkami, dotykając każdą gałązkę, listek, każdy kawałek metalowego pręta przy którym miał być wspomniany kesz postanowiłam włączyć się do poszukiwań. No i proszę. Mówisz masz... i zdziwienie Adriana- mina bezcenna. Miło popatrzeć :) Satysfakcja gwarantowana i humor do końca dnia również. ;)


Stały już rytuał - wpis do księgi znalazców. Szczegół, że to ja powinnam tam widnieć :p


Adrian zastanawiający się, jak to możliwe, że to nie On znalazł? heh... Bo Gosia pomyślała. Bo jak we wskazówkach jest napisane, że kesz znajduje się na wysokości 130 cm to nie szukam na wysokości kolan albo ponad moją głową :p

No dobrze.
Następny kościół a raczej igliwia przykościelne. No i tu również poszukiwania zakończone sukcesem.

Adrian buszujący w roślinności. I to ja jestem Gosia- Penetrator :p Ja! Przyganiał kocioł garnkowi :p


znalezisko



Muszę przyznać fajna miejscówka na odpoczynek, gdzie słoneczko ładnie przygrzewa, wiatr nie dociera, ludzi brak..
Decyzja zapadła.... odpoczywamy i wracamy a kolejne kesze poszukamy następnym razem.

Barlinek, Danków, Lipy, Łośno...... w międzyczasie wiata schronieniem przed deszczem... Gorzów.

i ślimak, który po udanej sesji fotograficznej został odstawiony z ulicy na trawkę. Jak się ślimaczyć to przynajmniej bezpiecznie :)

2 znalezione do 3 których nie było z 9-ciu? Powrót musi być czyli następna wycieczka do wpisania w harmonogram ;)

http://app.endomondo.com/workouts/545661459/10267544

Goszczanowo i jego Staw

Wtorek, 16 czerwca 2015 · Komentarze(1)
Uczestnicy
"pisz, pisz
otwórz horyzonty swojej wyobraźni
niech Cię palce po klawiaturze niosą
a słowa składały się w bajecznie zdania"
Adriana przesłanie na wiadomość, że robię wpis. Chyba uważa, że mi to potrzebne. A ja tylko nie chcę moimi wpisami zaćmić Jego ;)

Tego dnia tj. wtorek, 16.06.2015 postanowiliśmy (oczywiście ja i Adrian) pojechać sobie do Goszczanowa i zwiedzić okoliczne jeziorko o uroczej a już na pewno mylącej nazwie -Staw Goszczanowski.
Przez Goszczanowo przejeżdżam często, zwłaszcza w drodze na lub z rajdu z Krzyża. Ale nigdy nie wjeżdżałam w głąb. Tym razem pojechaliśmy specjalnie nad jeziorko mimo, że upału nie było i na opalanie też nie było nadziei. Ale cel szczytny i interesujący jak wszystkie które sobie wymyślamy ;)

Gorzów- Santok- Stare Polichno -Goszczanowo
Na trasie ogródek pewnej Pani zwrócił moją uwagę ;)

Zakochana para- Jacek i Barbara?


Adrian, spokój, cierpliwość... aż Gosia porobi zdjęcia Jackowi i Barbarce

Oczywiście, jak dotarliśmy nad jeziorko, wybraliśmy się ścieżką ładnie ubitą dookoła. Taki mieliśmy zamiar. No i na zamiarach się skończyło bo ładna ubita droga gdzieś po drodze zamieniła się w mokradła w które pchać się jednak nie chcieliśmy. Nie tym razem :)
Jak się potem okazało zboczyliśmy ze szlaku, na rozwidleniu dróg wybraliśmy nie ten wariant (dlaczego mnie to nie dziwi?) i zamiast pojechać w górkę zjechaliśmy w dół na ścieżynkę przy samej wodzie, z gałęziami, szyszkami, konarami ale za to pięknymi widokami i ustronnymi ławeczkami ;)


nad jeziorem... jeszcze "ładny szlak"


po drugiej stronie jeziora

Postanowiliśmy zgodnym chórem, że po błocie jechać nie będziemy i robimy postój na jednej ze wspomnianych wyżej ławeczek.
Zimno było więc i ogrzać się też musieliśmy.







Szybkie ogrzanie, podziwianie widoków i powrót do domu tą sama trasą.

Przy ładniejszej pogodzie wrócimy tutaj i objedziemy jeziorko dookoła.
I może znajdziemy następną fajną miejscówkę na kesza :) Myślę, że to miejsce jest tego warte ;)

http://app.endomondo.com/workouts/543697608/10267544

misja specjalna- KRÓWKA

Piątek, 12 czerwca 2015 · Komentarze(9)
Uczestnicy
Tym razem misja specjalna.
Zakładamy NASZEGO WSPÓLNEGO KESZA.
Mamy pojemnik Krówkę, mamy fanciki mniej lub bardziej interesujące.... tak więc w drogę do miejsca którym kilka dni wcześniej byliśmy bardzo zachwyceni i stwierdziliśmy, że to miejsce tylko czeka by je odwiedzać. A jak odwiedzać to i pobawić się szukając kesza.
Kierunek Gorzów- Jenin- Nowiny Wielkie- Krzeszyce.

W Nowinach na skróty przez lasek i krótki postój który wymusił na nas zbliżający się szynobus.







W Krzeszycach prosto na fontannę.
Było tak cieplutko, że kilka kropel zimnej wody na nogach jest samą przyjemnością.


Chłodzący się Adrian



Z fontanny już tylko jeden kierunek- Ruiny Młyna Górnego w Krzeszycach.
Czerwonym szlakiem dotarliśmy do wiaty.




Zaraz też zabraliśmy się do składania naszej Krówki.


główny Pomysłodawca ;) i jeszcze pusta Krówka


oto i gadżety

Po poskładaniu wszystkiego w całość zaczęliśmy szukać kryjówki.
Dość szybko odnaleźliśmy odpowiednie miejsce gdzie umieściliśmy nasze dzieło ;)


Zainteresowani sami dotrą do miejsca a tym którzy się nie bawią w geocaching, ta dziupla mus wystarczyć ;)

Po umieszczeniu krówki w kryjówce przyszła pora na podziwianie i zachwyt krajobrazem.
Poniżej kilka zdjęć z miejsca gdzie komentarz jest zbędny ;p

















Można się było również poopalać ;) i ugościć gości ;)



Adriana stopa ;)

i powrót..

http://app.endomondo.com/workouts/540595957/10267544

Więcej, konkretniej u Adriana: http://robak88.bikestats.pl/1335277,Geocaching-nasza-Krowka.html

Do tego miejsca na pewno będę wracać nie raz...

Ruiny Młynów nad Postomią

Poniedziałek, 8 czerwca 2015 · Komentarze(1)
Uczestnicy
Adrianek zwykle ma super pomysły, proponuje trasę i wycieczkę do miejsc o których nie mam pojęcia, że w ogóle istnieją.
Tak było i tym razem.
Ponieważ mieliśmy dwa dość prywatne plany do załatwienia od samego rana, tak naprawdę wycieczkę zaczęliśmy około godz. 13ej spod domu Adriana.
Decyzja zapadła- jedziemy do ruin młyna górnego w Krzeszycach a potem poszukać kesza przy 15ym południku. ;)
Adrian oczywiście zna całą trasę a fakty, że zaprzyjaźnia się z mapą to tylko taka proforma. Sprawdza, czy mapa jest prawidłowo oznaczona ;)

o tym właśnie mówiłam...
W drodze na szlak prowadzącego do ruin młynów staje nam na drodze taki oto przerywnik. Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy ominęli to miejsce.
Mało tego, że nie ominęliśmy to Adrian zaczął mnie namawiać do zagrania. W szachy nie umiem. To warcaby ;)
Na szczęście odpuścił. Więc została tylko sesja zdjęciowa i w drogę... :)









Adrian lubi do mnie tyłek wystawiać... często to robi i tak to wygląda :p


a tu Gosia jedziemy...


tak wygląda Adrian jak na mnie czeka kiedy czytam mapę...

Po dotarciu do Ruin Młyna Górnego... czas na relaks ;) i zachwyt otaczającym światem ;)






























no i koniec...

Wszystko a na pewno dużo mądrzej i konkretniej u Adriana-
http://robak88.bikestats.pl/1333388,W-poszukiwaniu-dawnych-mlynow.html

http://app.endomondo.com/workouts/538339114/10267544

obiecałam? zrobiłam :P