Wpisy archiwalne w kategorii

Z Robakiem wśród ludzi

Dystans całkowity:5925.56 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:389:44
Średnia prędkość:14.92 km/h
Liczba aktywności:59
Średnio na aktywność:100.43 km i 6h 43m
Więcej statystyk

od Słońska przez Krzeszyce... do Żuberka

Piątek, 5 czerwca 2015 · Komentarze(1)
Uczestnicy
Miejsce spotkania- centrum Gorzowa.
Cel wyprawy- Słońsk wałem.
Tak było przez pierwsze 10 minut.
Potem padła propozycja Adriana- Krzeszyce. Ok. Jedziemy.
Ale kawałek dalej... może Lubniewice i okolice? No i do Lubniewic tak zostało.


Adrian naśladujesz bociana? bo stoisz jak czapla :p

Pojechaliśmy sobie bocznymi drogami przez okoliczne wioski. "Trochę" wiało w twarz niestety co zaczynało mnie wkurzać. Na szczęście Adrian jest już uodporniony na moje wyzwiska jakimi obrzucam wiatr i ze stoickim spokojem, uśmiechając się pod nosem pociesza mnie tylko, że zaraz postój i odpoczniemy. Ale zły humor i irytacja na wiatr pryska, kiedy przy wjeździe do Lubniewic skręcamy do stadniny koni.







Chwila rozmowy z właścicielem ośrodka i ruszamy dalej. Zwiedzamy przypadkowo zauważony park z drewnianymi rzeźbami.






nie powiem głośno co mi ten paluch przypomina :p

No i w końcu wyczekiwany przeze mnie postój i odpoczynek nad jeziorem. Tutaj troszkę siedzenia, pluskania, leżenia... :) Słońce tak grzało, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać.








(Adriana stopa!!! nie moja!!!!)
mam nadzieję, że kwiatki które dostałam od Adriana na urodziny, nie były w ten sposób zrywane.. :p

Nad jeziorem się trochę rozleniwiliśmy i bałam się, że tak zostanie i zostawimy sobie czas tylko na powrót do domu. Jednak krótka rozmowa, szybka decyzja i padło- Sulęcin. A jak Sulęcin to "Wąwóz Żubrowski". Mówisz- Masz. Spontan :)









W wąwozie obskoczyliśmy kilka szlaków by na końcu żółtym do Sulęcina.


Ponieważ ja tu byłam pierwszy raz, Adrian postanowił, pokazać mi Czerwony Potok. Miejsce bardzo urokliwe.






Kiedy ja tak sobie chodzę, oglądam, zwiedzam, robię zdjęcia, Adrian szuka kesza. Wie, że jest tu gdzieś ukryty i wie, co widzi szukający. To tyle danych na ten temat ;)


To widzi szukający kesza.

A ponieważ ja też lubię zagadki..... decyduję się włączyć do zabawy i szukamy tego kesza razem.
Chwila dedukcji.. oceny miejsc... oczy dookoła głowy... i hurra... ;)


tu jest ukryte małe coś :)


mały wpis do księgi


keszyk wraca do swojej dziupli


Chwila odpoczynku i jedziemy dalej...

Sulęcin, potem na Kołczyn przez Jarnatów, wałem do Nowin Wielkich- pożegnanie w Jeninie i do Gorzowa..

Jutro też jest dzień ;)

http://app.endomondo.com/workouts/536511294/10267544

wystawa kolejowa w Choszcznie

Wtorek, 2 czerwca 2015 · Komentarze(11)
Uczestnicy
Dziś jazda do Choszczna.
Gorzów- Łubianka- Barlinek-.........kilka fajnych miasteczek, jakieś wioski, postoje w międzyczasie i....- Choszczno. ;)


Cel naszej wyprawy- wystawa kolejarska w Domu Kultury
Jednak zanim tam dotarliśmy Adrian postanowił zabawić się w kalambury.(zdj. poniżej)

?


??


nareszcie znormalniał :)

A teraz poważnie- gdzie jesteśmy? W którą stronę jedziemy?
tym razem to nie ja a Pan Mądrala, który zawsze wie w którą stronę jechać, musi poczytać mapę :)


Mądrala w bliższych kontaktach z mapą ;p


na szczęście dla tych "pogubionych" są i takie oznaczenia szlaku


rzeczka klimatyczna....


bajorko również....


... ale co to ma być?


Adrian myśli, że jak w kwiatkach przykucnie to go widać nie będzie?? Aparat uchwyci... ;)

Na trasie, daleko od miast i takie atrakcje nas spotykają. Oboje lubimy konie więc zgodnie zatrzymujemy się by je chwilę poobserwować.











W końcu docieramy do Choszczna i Domu Kultury. Tam przesympatyczna Pani daje nam klucz do galerii gdzie możemy być ile chcemy i dokładnie pooglądać całą wystawę. Zostaliśmy sami, mieliśmy pełną swobodę, nikt nam nie patrzył na ręce, nikt nie chodził za nami krok w krok, nikt nie mówił: "ale proszę państwa, tego nie wolno dotykać".
Wystawa bardzo fajna. Ze względu na duże zainteresowanie przedłużona do 15 lipca.


















bliżej nie można?

Ostatni punkt wystawy. Niewielki wpis do księgi pamiątkowej. Zamykamy galerię, oddajemy klucz i wracamy do domu.
Zabawa zaczyna się od początku....
Mylimy drogi, nadrabiamy kilometry, walczymy z wiatrem... Ale czemu nie? Prosta droga znaczy nudna ;p



Najważniejsze, że zachód słońca przywitał nas na znanych nam terenach :)



http://app.endomondo.com/workouts/534696894/10267544

więcej na: http://robak88.bikestats.pl/1330096,Historia-kolejnictwa.html

Rycersko w Trzcińsko-Zdrój

Sobota, 30 maja 2015 · Komentarze(5)
Uczestnicy
Dziś Festyn Rycerski w Trzcińsko-Zdrój ;)
Spotkaliśmy się z Adrianem tak "rano rano" w Jeninie.
Wczoraj były kwiaty a dziś ...  :) Urodziny trwają nadal ;) Adrian Dziękuję :)

Wjechaliśmy w całkiem nieznane nam rejony, gdzie przywitały nas ospałe krowy.






zakochańce? on przeprasza- ona ma focha ;)


a nie- on to nie on... ups ;p


po raz kolejny- wyobraźnią jestem na spływie kajakowym ;) Piękne miejsce- rzeka Myśla


Adriano w pełnej krasie ;)


i ogród pewnej rodziny






prawie jak Adriano- po posiłku ;)


tutaj niedaleko się usadowiliśmy


akurat przy miejscu gdzie strzały ogłuszały


Adrian poznał to na własnej skórze


schowaj język... :p


to stoisko bardzo mi się podobało... Kazali mi brać wszystko :) Przepraszam Adrian, że nie skorzystałam :p


na takie cuda sama bym się połakomiła.. :)


Adrian dojada okruszki... to znak, że czeka na następną porcję


no i proszę- dostawa ;)

W międzyczasie...
udało mi się nawet pooglądać... to i owo ...
















oto Twórca wszystkich tych "perełek"

... kiedy Adrian wciąż za stołem...
jeszcze je? czy już czeka?


Królewicz za stołem w oczekiwaniu na nową porcję jedzenia ;)

Biegusiem po nową porcję jedzenia....

tę resztkę z tacy zmiotłam ja- bo kto zjada ostatki ... :)


Adrianowy zestaw jeden z pięciu ;p


najedzony - zadowolony- ;)


i wiatraczek ma ;)


Brama wyjazdowa z Trzcinsko-Zdrój ...

Miasteczko urocze. Adrian... zawitamy tu jeszcze ;)

Tak się zastanawiam... czy to był festyn rycerski czy jadła?
I dlaczego ja tego Adriana tak karmiłam?

bo to przecież moja uczta urodzinowa ;)

Endomondo: https://www.endomondo.com/workouts/532604907/10267544

Wkoło komina czyli spontanicznie...

Piątek, 29 maja 2015 · Komentarze(6)
Uczestnicy
Pierwszy cel- Stomatolog.
Drugi cel- Nowiny Wielkie.

Adrian przyjechał do mnie około 10ej. Zaraz po przywitaniu zaskoczył mnie bardzo wręczając własnoręcznie pięknie zrobiony bukiet z kwiatków z domowego ogródka z okazji moich urodzin. Bardzo mile mnie zaskoczył.
Jeszcze raz dziękuję za życzenia, kwiatki i pamięć :)

Szybko szybko bo wizytę u mojej Pani Stomatolog mam na 10.40 Ponieważ Adrian zgodził się popilnować mój rower, po dentyście mogliśmy dalej gdzieś rowerować i nie marnować czasu na powrót do domu.

Gdzie jechać? Krótka debata i postanowione. Nowiny Wielkie- wieża widokowa.

Adrian ma tutaj ukrytego kesza więc okazja by do niego zajrzeć.

Następna przytulanka Adriana- wiewiórka


jak dwie krople wody


a co ja jeszcze tu mam...?


pamiątkowe zdjęcie do albumu.


o i ja chyba też zasłużyłam na to pamiątkowe do albumu...


... :)




Czas powrotu, powrotu czas....

Mieliśmy jechać jeszcze gdzieś dalej ale słoneczko tak nas rozleniwiło, że zostawiliśmy sobie czas tylko na powrót do domu ;)

Endomondo: https://www.endomondo.com/workouts/528126633/10267544

Rycerskie klimaty w Chwarszczanach

Sobota, 23 maja 2015 · Komentarze(2)
Uczestnicy
Adrian już od kilku dni przebąkiwał, że chciałby pojechać do Chwarszczan na Templariadę. Nie napalałam się zbytnio bo miałam inne plany, których, wydawało mi się, nic nie jest w stanie zmienić. Stało się inaczej i do Chwarszczan pojechałam. Początkowo Adrian miał przyjechać standardowo do mnie i dalej razem, ale poszłam po rozum do główki i zamiast Jenin-Gorzów- Jenin.... - Chwarszczany wybrałam Gorzów-Jenin-.... Chwarszczany, pozwalając dłużej pospać Adrianowi.

Jak tylko zajechaliśmy na plac na którym odbywała się cała impreza, bardzo spodobała mi się muzyczka która leciała z głośników nawiązująca do tamtych czasów. Klimat wioseczek, wystawa gadżetów, wystrzały z tamtejszej "broni palnej", prezentacja stroju rycerskiego, turniej rycerski (po Adrianowemu - naparzanie się) to wszystko co mogliśmy sobie obejrzeć smakując miód pitny.








wyrzutnia kapusty





ładuj broń.....


waleczna kapusta odpalona...











Turniej rycerski zaczął się krótko po naszym przybyciu i trwał jak dla mnie za długo trochę. Jedna walka trwała minutę a ja miałam wrażenie że co minutę oglądam to samo, tylko stroje się zmieniają :)


oglądający walki Adrian





niektóre walki były naprawdę zacięte..











wspomniana prezentacja stroju rycerskiego...


i naszych rowerowych nowozakupionych sznurówek....


rodzinna sielanka


:)




jedno ze stoisk gdzie można było nabyć takie oto pamiątki


i takie...




degustacja miodu pitnego... dodam, że bardzo smaczny ;)
Adrianowi chyba też smakował, bo jak widać, zbytnio nie był zadowolony na wieść, że trzeba wracać....


Endomondo pokazuje mi trasę tylko do Chwarszczan bo tam niestety włączyłam pauzę i tak już zostało. :( Przypomniałam sobie o niej kilkadziesiąt km później...
https://www.endomondo.com/workouts/528126633/10267544

po nocce też mogę... :)

Piątek, 22 maja 2015 · Komentarze(1)
Uczestnicy
Zacznę od tego, że wróciłam dziś z pracy o 7ej rano. Zanim się położyłam była 9a. Zanim usnęłam również minęło trochę czasu pewnie. Ustawiłam sobie budzik na 12ą. No i go nawet usłyszałam. Tyle tylko, że zachciało mi się "poleżeć" jeszcze z 15 minut. Tak poleżałam, że jak zadzwoniłam do Adriana i usłyszałam, że jest półtora godziny później to byłam w niezłym szoku. Biorąc pod uwagę fakt, że Adrian nie mógł dziś długo jeździć, zaproponowałam byśmy odpuścili bo mało czasu i nawet nie zdążymy się dobrze rozkręcić a już będziemy musieli wracać. Ale Adriano czuwa ;) Tak łatwo zbyć się nie da ;) No i super, bo oczywiście, już po 15u minutach wspólnej jazdy cieszyłam się, że mnie wyciągnął na rower i jeszcze kilka razy w ciągu tych 3 godzin ;)

Spotkaliśmy się jak to ostatnio w normie już- pod moim garażem. Decyzja gdzie jechać należała do Adriana. Mnie tam było wszystko jedno. To On był ograniczony czasowo ;) ja tylko wyrwana ze snu ;p i nie chciało mi się myśleć.;)

Adriano postanowił, że pojedziemy... hmm... no właśnie- pojedziemy gdzieś tam.. On pewnie we wpisie wspomniał gdzie ;)
Tak czy inaczej, pierwszy kierunek ulica Dekerta i nasz zachwyt ścieżką rowerową. Oby więcej takich ;)


Adrian na czerwonym dywanie. ;) Kierunek jazdy? PRAWIDŁOWY- ;)

Dalej Adrian postanowił pokazać mi skrót, jak mam dostać się pod biedronkę na ulicy Żwirowej. Skrót bardzo fajny. I nazwa ulicy- Owocowa- też ładnie brzmi. Ale to wszystko. Adrian pokazał mi tylko, którą trasą jeździć nie będziemy.
Porobił mi kilka zdjęć widziałam, bo przecież jakby nie inaczej. Czasami udaje mu się być szybszym ode mnie i od razu musi to uwiecznić na fotce :p Dałam mu tę satysfakcję i udałam, że mi strasznie ciężko pod tą pełną gruzu, kamieni, wyboi traktorowych górkę wjechać. Bo przecież droga wymarzona.. prawie jak ta ścieżka rowerowa powyżej.

Dalej to już spontan.... mapka pokaże. ;)
https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/...

W drodze powrotnej miły akcent w postaci kózki. Świetne dźwięki wydawała. Mimo goniącego nas czasu nie mogliśmy się oprzeć by się nie zatrzymać.








Zdjęć mało bo wycieczka krótka.


"Adriano- na dziś to koniec ale za to jutro.. Chwarszczany na horyzoncie ;) Będzie fajnie- uśmiechnij się ;)"

Z Robakiem wśród ludzi.

Wtorek, 19 maja 2015 · Komentarze(4)
Uczestnicy
Nie wiem co napisać ale już sam tytuł mnie bawi. ;)

Ale od początku... może wpadnę w rytm i swoistym potokiem słów zaleję ten wpis bez zastanawiania się co pisać :)
Z Adrianem byłam umówiona chwilę przed 9ą pod dworcem pkp po czym ładnie, zgodnie i równiutko tzn. punktualnie mieliśmy się stawić na miejsce zbiórki. Oczywiście razem, bo Adriano wstydliwy jest i do moich znajomych sam jeździł nie będzie. O! A jeszcze bierze pod uwagę fakt, że mogłabym ja się tam nie pojawić i wtedy on sam.. ? tak beze mnie? wśród ludzi?
Niestety, moją (jedną z wielu oczywiście) cechą charakterystyczną jest to, że nigdy nie mogę się wyrobić na czas. Nie wiem ile bym miała czasu... zawsze moje ostatnie minuty przed wyjściem z domu biegam a i tak spóźnienie 15minutowe gwarantowane.
No i tym razem nie było inaczej. W połowie drogi telefon do Adriana i na miejsce zbiórki dojeżdżamy osobno. Ku zadowoleniu Adriana ja jednak trochę wcześniej ;)


Robak oczywiście tyłem.. Ale za to na pierwszym planie ;) GWIAZDOR ;)

Chwilę później docierają ostatni spóźnialscy i wyruszamy. Tym razem do Sanktuarium w Rokitnie. Czas pomodlić się za udany sezon rowerowy ;) Choć tutaj akurat modlitwa za bardzo potrzebna nie jest bo przecież z Robakiem sezon rowerowy nie może być nieudany. Nasz sezon rowerowy zaczął się dokładnie 16 października 2014r i trwa nadal i cały czas i wciąż bez przerwy choć Adrian o melisie wspomina coraz częściej. ;)


Pierwszy postój i pierwsze grupowe zdjęcie


Z tego co przeczytałam u Adriana na blogu, znalazł nimfę wodną. Mi jednak nie wygląda to na nimfę. A może się mylę?


...jak pucuje te swoją nimfę...


u Adriana na blogu jest jaka to rzeka, ja nie pamiętam.
Dla mnie liczą się widoki... a wyobraźnia podpowiada, że spływ kajakowy tutaj byłby fajny ;)


ja i Adrian. Ja warcząca i pyskata a On po melisie....


...po podwójnej dawce melisy...

Dalej w kierunku Rokitna mijamy piękne widoki. Ja wiem, że rzepak jest teraz wszędzie i bardzo powszechny. Ale widok i połączenie tej żółci rzepaku, zieleni traw i koloru nieba cały czas wzbudza mój zachwyt. Ile razy będę przejeżdżać koło takich krajobrazów tyle razy będę się zachwycać. Ale z tego co zauważyłam, nie ja jedna mam słabość do rzepakowego pola.


Marchewkooowe tzn. rzepakooowe pole rośnie wokół mnie...


... w rzepakooowym polu jak warzywo tkwię....


.. chcesz mnie spotkać... głowę obok w ziemie wpuść....
... wszystko się może zdarzyć... wszystko się może zdarzyć.... eh ;)
(zapożyczone:
https://www.youtube.com/watch?v=8unEo4tdVVQ ;)

Ponieważ tym razem Marek był przodownikiem i organizatorem wycieczki, nie musiałam się martwić czy i kiedy powinniśmy skręcić.
Jechałam sobie spokojnie, jak ciele za wszystkimi, podziwiając widoki, łapiąc promienie słońca... i wesolutka ;) Fajny dzień miałam ;)


nie tylko ja korzystam z mapy ;)


i piachy nam niestraszne- ;)


żwawym krokiem podążamy...


a co robi Adriano???


no jak co?


nabija kilometry .. jeździ w koło wysepki i udaje, że nie o nim mowa :p

Dojeżdżamy do niewielkiego zbiornika wodnego. Nie mam pojęcia co to jest, pewnie u Adriana jest opis. ;)
Tak czy inaczej fajny postój. I Adrian mógł podumać...


.. melisa w naturze...


Gosia... Gosia....... ja już nie potrzebuję melisy. Już mnie nie denerwujesz. Jesteś taka najfajniejsza i nie pyskata...


coś nie pasuje- a gdzie reszta grupy?

I już w Rokitnie.
Odpoczynek, modlitwa, zwiedzanie... dla każdego coś ;)
Bo np. Adrian....

1 przykazanie wg Adriana - skrucha


2 przykazanie wg Adriana- zapytanie


3 przykazanie wg Adriana- o jaaa!

Tak więc po przybyciu do Rokitna każdy robił co chciał.
My z Adrianem postanowiliśmy wpisać się do księgi "życzeń".


radość

Adrian tworzy....

i jest dumny...

A teraz najważniejsze - Oto dzieło Adriana!

TADAM!! ;)

Wrócimy tu jeszcze...... może wcześniej, może później ale na pewno....setna wycieczka będzie tutaj, do Rokitna, by zakończyć jedną setkę po 100km i rozpocząć drugą... ;)


"nasza pielgrzymkowa grupka"


pływająca Zosia


i rybki...


i żabka....


i to już koniec......


droga powrotna...


jedni szukają czerwonego szlaku...


inni szukają szczęścia


Ostatni odpoczynek pod wiatą


oj..... ;)

Powrót już bez emocji.
Do następnego razu ;)

https://www.endomondo.com/workouts/525714506/10267...

przyjazny link: http://robak88.bikestats.pl/1322841,Misja-Rokitno.html

drugie podejście ... Myślibórz wciąż przed nami :)

Wtorek, 12 maja 2015 · Komentarze(8)
Uczestnicy
Z Adrianem spotkaliśmy się pod moim garażem o 9ej rano. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym się wyrobiła na czas. 15cie studenckie i w końcu się zjawiam. Szybkie przywitanie i rowerkiem w stronę Myśliborza. Niestety zanim wydostaliśmy się z Gorzowa już zdążyłam się zmęczyć tym gwarem, hałasem, szumem aut... masakra. Także dobrze się stało, że sakwa mi się urwała ;) Ponieważ Adrian to taka "złota rączka" szybko zaproponował żebyśmy podjechali do niego i mi to ładnie naprawi. Pewnie gdybym wiedziała, jak to "naprawianie" będzie wyglądać odmówiłabym bo wstydliwa ze mnie kobieta. No i całe szczęście, że nie wiedziałam bo straciłabym mile spędzony czas. Zostałam bardzo mile ugoszczona przez mamę Adriana, która między innymi oprowadziła mnie bo bardzo przytulnym ogródku. Poznałam żabę o której słyszałam, że mieszka na ogródku w drzewie. Była w tamtym roku, na zimę zniknęła po czym znowu wróciła na swoje salony ;) Rewelacja. Niestety nie chciała zmienić pozycji i wyjść na światło dzienne ale jakieś fotki udało się zrobić.. ;)


żaba w jednym ze swoich pokoi


co by żabie się nie nudziło.... ma towarzystwo ;)


czuje się jak u siebie w domu ..


są i inni mieszkańcy ogrodu..


Maj -miesiącem zakochanych :)


Bez pięknie pachnący...

To i dużo więcej atrakcji spotkało mnie podczas niespodziewanej gościny u Adriana i Jego Mamy.. Nic dziwnego, że potem podczas wycieczki wszystko mnie rozleniwiało. Ten ogródek to oaza spokoju z którego wyjść się nie chce.. i moje poranne zmęczenie spowodowane przedzieraniem się rowerem przez cały "krzyczący" Gorzów zostało nagrodzone z nawiązką.:)

Dalej trasa i wycieczka została opisana bardzo ładnie przez Adriana na blogu
http://robak88.bikestats.pl/1319406,Klimatyczne-te...
toteż nie będę tego powtarzać.. :)
Jeszcze tylko kilka fotek i endomondo z trasą jako dokument choć nie do końca szczery bo prędkość średnia była dużo większa ;)


Adrian pluskający się rzeką Myślą ;)


dalej ten sam Adrian i ta sama woda :)


jaka radość..


Model Adriano - w końcu pozuje ;)


za dużo przeżyć jak na jeden dzień? mała drzemka i dalej w drogę

Mapka: https://www.endomondo.com/workouts/525714506/10267544

w gości do krokodyla..

Wtorek, 25 listopada 2014 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Dziś uzbrojeni, pełni pozytywnych emocji, w nadziei, że pogoda nas nie zaskoczy bo przecież słońce ma być, wybraliśmy się na okrętkę przez wioski w kierunku Myśliborza do Renic by odwiedzić Krokodyla. Żywego krokodyla.
Krokodyl zrobił na mnie ogromne wrażenie choć chłopcy byli zawiedzeni, że radości nie okazałam skacząc na przykład pod sufit czy też rwąc włosy z głowy. Ale ja naprawdę byłam pod wrażeniem choć przyznam- byłabym pod większym gdyby krokodyl podszedł do mnie, podał łapkę, zamruczał "cześć"... albo choćby oczka otworzył :) .. A on tylko spał. I wyglądał jak z kamienia.
Krokodyl z "cześć" zawiódł..za to Adrian nie zawodzi :)

Machnie łapką, krzyknie cześć- i się rusza :)


czasami nawet pojeździ po krzakach ..


cierpliwie poczeka aż Tomek nosek wysmarka..

i jedziemy dalej :)

W Myśliborzu robimy krótki postój przy pomniku poświęconym dwóm litewskim lotnikom którzy zginęli w katastrofie lotniczej,
lecących z Nowego Jorku do Kowna.


jeden głaz to Nowy Jork, drugi głaz to Kowno


Chodź Gosia.. Włóż głowę w kamienie.. zobaczysz mapę!

i ja mam włożyć w te szczelinę moją głowę? A mój makijaż? moje rzęsy? nie daj boże pająk mi spadnie na głowę? nie ma mowy- niech Adrian z Tomkiem sami sobie te głowy wkładają :p Mapa- piękna rzecz= ale papierowa :)

Renice-


Śpiący Królewicz


i jego królestwo


Adrian w oczekiwaniu na śliczną kelnereczkę..
Niestety nie doczekał się. :( Pani strata :p


Tomek liczy kasę :)

Droga powrotna trudna do opisania. Tomek, Adrian, ja i... Szczecin. Tam byśmy wylądowali gdyby nie szybka i zdecydowana reakcja Adriana. Kierunki całkowicie nam się pomyliły. Jak miło wiedzieć, że nie tylko ja ale i Tomek ma z nimi zabawę :)


kierunek Gorzów czy może Szczecin.. ?


zdezorientowany Tomek - wie gdzie jechać a nie wie gdzie jechać...


kawa. kawa. znowu kawa..a potem siusiu! ja do domu chcę!


kolory jesieni


Cierpliwość to moje drugie imię


Aparat zawsze pod ręką :)

Adrian nie ma wyjścia- ja z aparatem, Tomek z aparatem- musi więc robić za fotomodela :)


- Adrian! Stój tak! Uśmiech! Jest!...


...piękna focia :)


dawaj znowu! siedź! nie ruszaj się! pstrykam!


ok :)


a teraz od dołu...

ale już inny obiekt




Adrian z kucami: Oko robił mi zdjęcia - nie martw się- mi też robił...kazał stać, uśmiechać się, kucać, znowu stać... lepiej tak niż na Gorzów z nim jechać... bo do Szczecina zaprowadzi... :p
:)

Endo: https://www.endomondo.com/users/10267544/workouts/44165364

http://robak88.bikestats.pl/1254274,Dookola-krokodyla.html
http://tomekoko.bikestats.pl/1254264,Zyroskop.html